Pogoda ostatnio kapryśnie nas traktuje, choć jest już czerwiec, bywa jeszcze chłodno. Od czasu do czasu zawieje chłodny wiatr, który przynosi deszcz. Pomimo grymaśnej pogody, udało mi się wyciągnąć z domu żonę na spacer po lesie. Obraliśmy nową, nieznaną nam ścieżkę.

Może się wydawać, że skoro las jest pełen życia, tego latającego, pełzającego, to jaki problem zrobić fotkę? Otóż, w przypadku ptaków, bywa to problematyczne. Donośny śpiew naszego fotografowanego obiektu, potrafi przenikać gęstwiny lasu tak, że otacza nas z każdej strony. Efekt jest taki, że albo nie zauważyłem swojego celu, albo kiedy wymierzyłem oko aparatu, było już za późno, bo ptaszyna zdążyła wzbić się ponad drzewa.

Rozpocznijmy jednak od przyziemnych mieszkańców lasu, którzy pod względem dostępności, są łatwiejsi w sfotografowaniu. Jedno jest pewne, już niedługo znajdziemy w lesie poziomki i jeżyny, dowody poniżej.

Pięknie zakwitła również akacja, rozświetlając jedną z głównych ścieżek, które przemierzaliśmy. Prawie, jak wielkie kiści białych winogron.

Podążając alejami, poprzez kolumnady drzew, napotkałem drzemiącego Trznadla, który nie reagował na klikanie mojego aparatu. Na wysokim drzewie czuł się najwyraźniej dość bezpiecznie.

W gęstej koronie dębu zauważyłem jakiś ruch, przyciągnął moją uwagę. Sprawcą był Gąsiorek, który przycupnął na gałęzi.

Kroków parę i zaskoczył mnie ciekawy widok, grupki Kowalików, które biegały pionowo po pniu drzewa, jakby szukając czegoś. Prawa grawitacji zdecydowanie ich nie obowiązywały.

Spotkałem również starego znajomego, który tym razem pozował niczym Woody Dzięcioł. Jego ustawiczne „pukanie” zdało się słyszeć już z pewnej odległości. Być może populacja Dzięcioła, w lesie pod Golędzinowem, jest znacznie liczniejsza, niż by się mogło wydawać. Przy każdej mojej wizycie spotykam, co najmniej jednego.

Jak widać, warto mieć szeroko otwarte oczy, będąc w lesie. Zapraszam na kolejne wpisy, materiał już się tworzy.